czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 6

Październik

Jego mamy nadal nie było w domu. Podejrzewał że nie wróci na noc.
Jutro niedziela…
...a potem będzie musiał coś wymyślić. Przecież nie może teraz pójść normalnie do szkoły!
Może zmienię liceum? Ale jak wytłumaczę matce dlaczego?
Sara zawsze chciała żeby chodził do tego liceum. Nie powie jej w twarz że chce zmienić szkołę, a już na pewno nie powie jej że…
Musiałem znowu o tym pomyśleć!!! AAA!!!
Złapał się rękami za głowę, starając skupić się na czymkolwiek innym niż na scenie która miała miejsce 2 godziny temu.
Od tamtego czasu zdążył jedynie jakimś cudem dostać do swojego pokoju, aby spędzić resztę swoich dni w symbiozie z kołdrą.


Załamanie nerwowe, dzwoń po pogotowie…*


Dalej nie wierzył że to stało się na prawdę… że pocałował…
Pocałował Emila. Taki był fakt.
Nadal nie ochłonął.
Dlaczego w ogóle to zrobił? Emil właśnie wychodził!
    - Mogłeś wytrzymać jeszcze minutę ty zboku! - syknął sam do siebie, uderzając się ręką po twarzy.


Ekran telefonu się zaświecił. Wiadomość.
Od dwóch godzin przychodziło co chwilę… od Emila oczywiście, starał się to olać, ale po pewnym czasie stało się co najmniej irytujące.
Bał się wyświetlić wiadomości, więc spam ciągle przychodził.
Kurwa! Niech on przestanie! Czemu po prostu nie spróbuje sobie wmówić że nic nie zaszło i nie przestanie się odzywać?
Gdyby oboje tak zrobili, w końcu by zapomnieli. Możliwe nawet że zaczął by się zastanawiać czy przypadkiem mu się to nie śniło.
Dźwięk przychodzących wiadomości drastycznie dawał mu znać że nie.


W końcu nie wytrzymał i wyłączył telefon. Jak matka będzie dzwonić to najwyżej pomyśli że umarł.
Postanowił wyładować emocje puszczając jakiś porządny metal na cały dom. Tak głośno żeby zagłuszył nawet jego myśli.
Po porządnej dawce darcia mordy, przyszła pora na depresyjną muzę.
Leżał na plecach z twarzą ukrytą w dłoniach i śpiewał razem z wokalistą Bring Me The Horizon.
    - And my soul's a sorry state, so come on down you empty lovers coś tam coś tam… and the snakes start to sing…*


Po kolejnych dwóch godzinach miał już jakiś plan działania. W każdym razie tymczasowy.
Ale symulowanie choroby to było za mało…
Po wzięciu prysznica, wciąż mokry otworzył okno żeby zimne jesienne powietrze porządnie go przewiało.


***

Emil siedział w swoim łóżku zakopany w kołdrze.
W dużym zimnym pokoju panowała idealna cisza, a on z rozpaczą wypisywał kciukiem kolejne wiadomości.
Na początku były niezwykle ostrożne i delikatne, ale w końcu osiągnął swój limit i zaczął wyzywać Ksawerego od nie odpisujących debili i gorzej.
Gdyby ten idiota raczył odebrać zapewne by się roześmiał bo Emil nie często przeklinał.
W głowię mu się kręciło od pytań.


Czemu mnie pocałował?
Żartował sobie ze mnie?
A może…


Nagle  przeszył go dziwny dreszcz.


Kurde… zbyt mało go znam żeby próbować go zrozumieć… dupek.


“wcale nie jesteś dupkiem!” - przypomniał sobie swoje własne słowa, które wypowiedział zaledwie kilka godzin temu.
Kilka godzin temu… stało się TO.


To był tylko zwykły całus. To nic nie znaczy, debilu. Nudziło mu się pewnie… uznał to za zabawne.


Przed oczami widział Ksawerego który patrzy się na telefon i liczbę wiadomości od niego i głośno wybucha śmiechem.


Z drugiej strony może…
Nie, to nie możliwe żeby mnie kochał.


Miał ochotę roześmiać się z własnej głupoty, że w ogóle o tym pomyślał.
Wtedy go olśniło. Przed oczyma stanęło mu jedyne sensowne wyjaśnienie tej sytuacji.
Ksawery go nie lubił. Zawsze się wkurzał że musi z nim przebywać. Na pewno chciał go w ten sposób odstraszyć. To tłumaczyło też dlaczego nie odpisuje.
Chciał się odciąć. To wszystko było jednym wielkim zdaniem “won z mojego życia!” i to z wykrzyknikiem.
Rzucił telefonem na drugi koniec łóżka i skulił się obejmując kolana ramionami.
Wcale nie chciał zrywać z nim kontaktu… Kurde, polubił go. Bardzo. Jego sarkazm i chamskie docinki, jego sposób bycia, wygląd buntownika pod którym ukrywał całkiem czułe wnętrze…
Nie chciał go stracić. Cały ten czas miał nadzieje że Ksawery w końcu jednak go polubi… miał nawet wrażenie że już jest między nimi lepiej.
Mylił się.
Już od pierwszego dnia szkoły zbyt bardzo mu się narzucał.
- Nic dziwnego że mnie nie lubi… - mruknął pod nosem.
Musiał tez przyznać przed samym sobą że ten pocałunek nawet go podniecił. Był taki szybki, zakazany, pełny nieznanych emocji i uczuć. Zupełnie jak w książkach.
Ale nic nie znaczył.
To tylko zabawa…
Poczuł silne ukłucie w klatce piersiowej i wielki żal. Walczył ze sobą aby się nie rozpłakać. Ukrył głowę w kolanach i mimo woli wypuścił pojedyncze łzy.
Cały się trząsł.
Czego ryczysz idioto? Przecież nic się nie stało.. nic...
Rozpłakał się całkowicie. Musiał w ten sposób wyładować emocje. Nic nie rozumiał i najwidoczniej nikt też nie miał zamiaru mu wytłumaczyć.
Położył się na wielkim łóżku, zwinął w kłębek i zasnął przytulając kołdrę.
   - Dupek - powtórzył jeszcze raz.


***

Kiedy się rano obudził, oczy go piekły od płaczu.
Dawno nie płakał.
Rozejrzał się po pokoju, a jego wzrok przykuł telefon który rzucił wczoraj w nogi łóżka.
Sięgnął po niego bez większych nadziei i doznał wielkiego szoku widząc wiadomość od Ksawerego.
Tylko jedna.


“ Sorry, ale nie będzie mnie w pon w szkl. Jestem chory. Będziesz musiał sam ogarnąć ten projekt “

Krótka, zwięzła wiadomość. Wyglądała tak jakby nawet nie spojrzał na jego spam. To było chamskie… brakowało jeszcze tylko wielkiego “NARA” na końcu.
Nie myśl że tak łatwo się mnie pozbędziesz. Nie dam się tak traktować!


***

W poniedziałek, po szkole udał się prosto do domu Ksawerego.
Był jednym wielkim kłębkiem nerwów. Wahał się i kilka razy miał już zamiar zawrócić.
Jesteś chory, co? To kolega przyniesie ci zeszyty do domu! Naprawdę nie masz co dziękować...
Zdeterminowany zapukał do drzwi.
Ku jego uldze otworzyła mu pani Sara, która widocznie bardzo ucieszyła się na jego widok.
    - Przyszedłeś w odwiedziny?
    - Ta… przyniosłem Ksaweremu zeszyty… nie było go w szkole i pomyślałem…
Kobieta uśmiechnęła się do niego.
    - Miło z twojej strony! Wchodź!
Poinformowała go, że chłopak jest w swoim pokoju i najpewniej śpi. Powiedziała żeby go obudził i przypomniał o tabletkach.
Znał drogę do jego pokoju. Wszedł do środka i zgodnie z tym co powiedziała Sara, zobaczył że Ksawery śpi. Nie miał na sobie koszulki, był odkryty i rozpalony od gorączki.
Wyglądał tak niewinnie kiedy spał.
Nagle poczuł silną ochotę żeby go dotknąć.
Delikatnie przejechał ręką po jego nagim torsie, uważając żeby go nie zbudzić. Był ciepły. Przygryzł wargę i zabrał rękę.
    - Wstawaj! Mamy do pogadania!
Śpiący chłopak poruszył się i przeciągnął.
    - Soo…? - jęknął siadając i łapiąc się za bolącą głowę.
    - Przyniosłem ci lekcje. Chciałem też pogadać… a no i masz wziąć leki, miałem przekazać.
Szatyn patrzył na niego tępym wzrokiem.
    - Emil? - zapytał nagle, jakby dopiero teraz go zauważył. Przez chwilę w jego oczach było widać przerażenie, a potem się wyluzował i jęknął - kurwa… znowu haluny…
    - Na prawdę tu jestem kretynie!!
Zniecierpliwiony, bez pytania przyłożył dłoń do jego czoła i szybko ją zabrał jak poparzony.
     - Człowieku, masz z 40 stopni gorączki!
     - Bez przesady… i nie drzyj mordy bo mi łeb napierdaaala…
Emil westchnął z rezygnacją i odrobiną rozczulenia.
    - Chyba nie pogadamy, skoro jesteś w takim stanie - stwierdził siadając na jego łóżku.
    - A o czym ty chcesz gadać?
    - No wiesz o sobocie…
Zapadła cisza.
    - Jakiej sobocie?
    - Nie rób ze mnie idioty! To nie było śmieszne wiesz… jeśli myślisz że możesz tak sobie ze mnie żartować to...
    - Hee…? Nie żartowałem sobie z ciebie. Zrobiłem to, bo miałem na to ochotę. Jeśli chcesz to wmów sobie że byłem chory… nadal jestem… daj mi spokój.
“Zrobiłem to, bo miałem na to ochotę” - te słowa dzwoniły Emilowi w uszach.
    - Nie prawda. Bredzisz. Jesteś chory…
    - Szybko załapałeś. Byłem chory, nie wiedziałem co robię, jasne?
Pokręcił głową.
    - Nie! Wtedy nie byłeś chory… - stwierdził zdecydowanie.
    - Cholera! Nic nie ogarniasz. Nie ogarniasz że jesteś tak słodki że kręci mi się w głowie, a od samej twojej obecności mi gorąco… cholera.
Emil przewrócił oczyma.
    - Wiesz… myślę że to są raczej objawi gorączki - poprawił go z przekąsem.
    - Taa? A twoim zdaniem można mieć gorączkę przez miesiąc?
Co? O czym on mówił?
    - Ale Ksawery, nie rozumiem czy ty…
Naglę urwał i zrobił wystraszoną minę, bo chłopak cały czerwony od gorączki patrzył się na niego wzrokiem wygłodniałego wampira.
Chyba jest problem...
Pomyślał i sekundę później leżał na Ksawerym, siłą przyciśnięty do jego ust. Chłopak był tak rozpalony że zdawał się parzyć. Przez chwilę odpłynął w tej fali ciepła i odwzajemnił pocałunek, ale gdzieś w ostatniej części jego mózgu która jeszcze kontaktowała coś zaświtało.
    - Ksawery! Przestań… twoja mama jest… - tylko tyle zdążył wydukać.
    - Było nie wchodzić do mojego łóżka kretynie - szepnął mu do ucha, a potem przygryzł je delikatnie.
Zęby cicho stuknęły o jego tunel.
Potem zaczął całować jego szyje, a Emil zaciskał zęby żeby powstrzymać się od jęków. Rękoma targał brązowe włosy Ksawerego, a on obejmował go mocno w pasie.
Chłopak miał tak przytłumiony wzrok gorączka, że równie dobrze mógłby być pijany. Emil tracił zmysły, ale wiedział że musi to skończyć. Jak nie teraz to już wcale…
Uścisk na jego talii się rozluźnił. Manewr ten miał na celu możliwość zamiany miejsc, tak żeby Emil mógł być na dole…
Skorzystał z okazji i wyrwał się z gorących objęć.
Wylądował na podłodze głośno dysząc. Jakaś siła ciągnęła go z powrotem do łóżka jak magnes, ale nie zamierzał się jej poddać.
Ksawery nadal patrzył na niego tym tępym wzrokiem.
    - Leki! - krzyknął Emil.
Chłopak patrzył na niego pytająco.
     - Bierz te cholerne tabletki i spać! - rozkazał.
Bez słowa wykonał jego polecenie, a potem niemal natychmiast zasnął. Był wykończony.


Emil zamrugał.
Co właśnie przed chwilą się stało i czemu się stało?!
Tego już raczej nie wytłumaczą sobie w krótkiej, szczerej rozmowie.
Nadal nie ochłoną, nie zdążył jednak się dłużej zastanowić bo do pokoju weszła Sara.


Nie mógł wyrazić słowami, jak bardzo był wdzięczny losowi, że nie zjawiła się tu minute, lub kilka wcześniej.


    - Właśnie wziął leki - poinformował ją, możliwie jak najspokojniejszym tonem.
    - Biedny… przyszedłeś tu specjalnie z zeszytami, ale on w tym stanie raczej nic nie przepiszę… - stwierdziła zatroskana.
Emil bez słowa podszedł do biurka i zgarnął do rąk zeszyty należące do Ksawerego.
    - Przepiszę mu wszystkie notatki - zaproponował, chowając zeszyty do swojego plecaka.
    - Jesteś pewien? Nie musisz się tak poświęć.
    - Nie ma sprawy… i tak się nudzę. Muszę się mieć na czym skupić.
    - Skoro tak mówisz. Dziękuję ci - powiedziała, a potem odezwał się w niej instynkt macierzyński i przykryła swojego chorego syna dokładnie kołdrą.

Tak niewinnie spał...


***
Od Autora:
Nie wiem jakim cudem udaje mi się codziennie napisać rozdział o.O (na GOZ miałam problem żeby dodać coś raz na 2 tygodnie ;-;)
Pisałam większość z punktu widzenia Emila, mam nadzieje że jakoś to wyszło…
Nie mogę się doczekać kiedy będę pisać kolejny! Już mi szkoda Emila >...< (kocham dręczyć moje postacie psychicznie xDDD)
Pozdrawiam i proszę o komentarze~!

*Fragment piosenki: Maria Peszek - Nie ogarniam
*Fragment piosenki: Bring Me The Horizon - And the snakes start to sing

Edit: Dziękuję Agacie za wyłapanie błędów >...< Już poprawione :D
Edit 2: Dzięki Roszpunci za zauważenie błędu w czasie (jeste nieogare ;-;) już poprawione ;)

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 5

październik


Kiedy się obudził pierwszą myślą było “o matko, znowu miałem taki chory sen”. Przewrócił się na drugi bok i drastycznie zdał sobie sprawę z tego że to wcale nie był sen.
Przed oczyma miał parę zielonych oczu, spoglądających na niego z góry.
Czemu Emil stoi przy jego łóżku?
    - O już nie śpisz - stwierdził.
    - Taa… - westchnął siadając na łóżku.
    - Mogę mieć dwa pytania? - zagadał blondyn.
Udzielił mu zgody kiwnięciem głowy.
    - Czy zawsze śpisz do południa?
    - Jeśli mogę to tak.
    - A zawsze śpisz z telefonem?
Zamarł. Faktycznie miał telefon w dłoni.
    - Jeśli mogę to nie…
    - Aha.
    - O co ci chodzi? Sprawdzasz czy jestem no-lifem?
Emil się roześmiał.
    - Właściwie to przyszedłem cię obudzić. Twoja mama mnie o to prosiła. Pomogłem jej zrobić śniadanie. A no i zaraz spadam do domu… Przyjdę jeszcze po południu to dokończymy ten projekt, co?
Jeszcze czego.
Pff… ale się zadomowił. Mówi tak swobodnie jakby był tu codziennie. Co on sobie myśli? Że będą najlepszymi przyjaciółmi i będzie przychodził do nich na obiadki?!
Blondyn usiadł obok niego, na łóżku i spojrzał pytająco.
   - Mogę przyjść?
Nie dotykaj mojego łóżka człowieku!
    - Em.. jasne - powiedział, mimo że nie chciał. To było silniejsze od niego.
Emil z zadowoleniem pokiwał głową i udał się do drzwi.
    - To do zobaczenia - rzucił wychodząc z pokoju.
Jest źle.
Bardzo źle.
Szczęście że chodzi tylko o ten projekt na wos. Potem będzie spokój.
Położył się z powrotem i zakrył cały kołdrą. Miał genialny pomysł, żeby już nigdy z pod niej nie wyjść, ale wiedział, że to nie wykonalne.


Oprócz tego toczył wielką wojnę wewnątrz swojego mózgu, bo jego duża część domagała się otworzenia galerii w telefonie, a pozostała robiła co mogła żeby się temu oprzeć.


***

Nagle telefon zawibrował od powiadomienia.
Ktoś dodał go do znajomych na fecebooku. Ktoś znaczy Emil.
Najpierw stanęło mu serce, potem zamierzał rzucić telefonem o ścianę, potem zauważył że blondyn podobnie jak on nie ma swojego zdjęcia na profilowym, następnie postanowił go olać, aż w końcu zdecydował się potwierdzić.
A wszystko to w ciągu minuty.
Po kilku sekundach telefon znowu zawibrował. Napisał.
Towarzyszył temu podobny wybuch emocji.
Niedługo zejdę na zawał…
Spojrzał krzywym wzrokiem na telefon i wyświetlił wiadomość.


“cześć”
“o której mogę przyjść?”


Hee? A która w ogóle jest? Właściwie dobrze że się chociaż pyta, a nie wpierdala ludziom na chatę z zaskoczenia..
Jest po 14. Kurde wypadało by wstać…


“Jak chcesz” - odpisał.


“okeeey”
“To ja będę za jakieś pół godziny”

Uf.. cisza.
Niestety trawała tylko chwilę, bo telefon znowu zawibrował.
Jezu czy on teraz będzie do niego wypisywał 24 na dobę?! Tylko tego brakowało.


“a co robisz?”


Naprawdę go to ciekawi? Może mu się wyjątkowo nudzi. Co to, cegły się już skończyły?!


“leże”

“Coo?? Nie wierze! Naprawdę jeszcze nie wstałeś? :O”

“Bywa”

“haha to wstawaj!”

“Bo co?”

“Bo to!”
“ogłaszam spam >...<”
“wstawaj!” “wstawaj!” “wstawaj!” “wstawaj” “wstawaj” …


Telefon zaczął wibrować od przychodzących wiadomości, tak że wyglądał jak nawiedzony.
Było to wyjątkowo irytujące. Idiota. Ale z drugiej strony też…
Ksawery mimo woli się uśmiechnął.


… “wstawaj!” “wstawaj!” “wstawaj!”

“ OK”
“Już wstaje luz”


Ciąg przychodzących wiadomości się zatrzymał, a po chwili przyszła jeszcze jedna, ostania wiadomość:


“:D”

W dupe se wsadź te emotikonki!
Zgodnie z tym co napisał, wstał z łóżka aby zmierzyć się z tym chorym światem, oraz głupim blondynem i projektem z wosu.
Miał niecałe pół godziny żeby nastawić się psychicznie na kolejne godziny spędzone w jego towarzystwie.
Może by tak zacząć od śniadania… ale o 14?
Poszedł się ogarnąć do łazienki, a potem ubrał pierwsze lepsze ciuchy: szarą koszulkę i czarne luźne dresy.
No co? Jest weekend, nie będzie się stroił pff
    - O ty jeszcze żyjesz! Prawie zapomniałam że mam syna - przywitała go mama, kiedy zszedł na dół.
    - Taa… też cię kocham.
Telefon znowu zabrzęczał w jego kieszeni.


“wychodzę”


***


    - Ksawier masz gościa! - zawołała bardzo zadowolona z tego faktu Sara, witając Emila w drzwiach.
    - Ta wiem.
Blondyn był widocznie w bardzo dobrym humorze. Ubrany w jasne, artystycznie podziurawione dżinsy i koszulkę z napisem “I love coffee”
Nie wnikał czy ten napis miał być dyskretnym komunikatem do jego mamy, że chętnie by się napił, ale jeśli już mamy się wyrażać po przez napisy na koszulkach to chętnie by ubrał taką z napisem “FUCK OFF”
A może on serio tak uwielbiał kawę?
Przez krótką chwilę miał przed oczami Emila który robi wszystko co on sobie zażyczy, a w zamian daje mu hektolitry kawy, ale w porę trzepnął się ręką w twarz.
Matka i Emil popatrzyli na niego z miną typu “nie wnikamy” i wrócili do wesołej rozmowy.
Zaprzyjaźnili się kurwa…


***

Po 4 godzinach jakże ciężkiej pracy, projekt był prawie gotowy.
Właściwie dobrze im się razem pracowało… Ksawery kilka razy przyłapał się na tym że zapomina zachowywać dystans i zaczynał swobodnie śmiać się i rozmawiać.
Dostawał drgawek za każdym razem kiedy Emil przypadkiem go dotknął lub spojrzał w jego stronę.
Miał wrażenie, że każdy kontakt z nim działa jak kopnięcie prądu.
Z drugiej strony wyglądało to tak jakby blondyn świetnie się tu bawił. Jak teraz się nad tym zastanowił to stwierdził, że on musiał mieć okropnie nudne życie skoro przez miesiąc siedział codziennie na tej samej ławce i czytał książki… w dodatku wspominał coś że nie lubi przebywać w własnym domu.
Trochę to dziwne…
Tak naprawdę to cieszył się że Emilowi się u niego podoba. Co chwilę wychwalał jego mamę, ciasto które upiekła, jego pokój… wszystko.
Oparł głowę na rękach i w zamyśleniu przypatrywał się blondynowi, bezskutecznie próbując wyciągnąć jakieś wnioski.
Było mu miło. Miło że Emil się uśmiecha w jego towarzystwie.
Chwila… czemu moje przemyślenia zaczynają brzmieć, jak wyznania jakiejś zakochanej dziewicy w tandetnym romansie?
Jak ja się stoczyłem…!


Kiedy skończyli projekt w formie prezentacji multimedialnej, wydrukował jeszcze tekst w dwóch kopiach. Jedną podał Emilowi a drugą rzucił niedbale na biurko.
Było już coś około 19.
    - No to ja już będę szedł
    - Spoko. Odprowadzę cię do drzwi.
Zeszli po schodach. W całym domu panowała cisza.
    - Twojej mamy nie ma? - zdziwił się blondyn.
    - O faktycznie. Pewnie poszła na jakąś randkę czy coś…
Emil wytrzeszczył oczy.
    - Jak to randkę?
    - A co się tak dziwisz? Nie jest taka stara… może sobie jeszcze poszaleć.
    - Nie to miałem na myśli…
Ksawery nie rozumiał o co mu chodzi, aż nagle doznał olśnienia.
    - To co, nie zauważyłeś że nie ma tu mojego ojca? - zdziwił się.
    - Myślałem że może pracuje za granica czy coś… nie chciałem pytać.
Zapadła cisza.
Chłopak zaczął ubierać buty i kurtkę.
    - Nawet nie wiem gdzie jest i gówno mnie to obchodzi. Są po rozwodzie… on i moja mama.
Emil miał na prawdę wystraszona minę.
    - Przepraszam. Nie wiedziałem… nie powinienem tak pytać. To musi być…
    - Daruj sobie. Nie musisz mi współczuć. To był straszny dupek, wiesz? Znaczy mój tata… już wiesz po kim to mam heh
    - Wcale nie jesteś dupkiem! - zaprotestował.
    - Ej… wcale nie powiedziałem tego żebyś mi mówił jaki jestem super i w ogóle. Serio, nie szkodzi. Luz…
Blondyn się naburmuszył i patrzył na niego z powątpiewaniem w zielonych oczach.
    - Ale… - zaczął znowu.
Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo Ksawery instynktownie uciszył go swoimi ustami. Złapał go przy tym jedną ręką za tył głowy i delikatnie przycisnął do ściany.
Przez chwilę poczuł to cudowne uczucie podekscytowania i ulgi że w końcu mógł rozładować swoje emocje, jednak po chwili coś mu zaświtało w mózgu i dotarło do niego co właśnie zrobił.
Emil otworzył szeroko oczy z zaskoczenia, a potem powoli je zamknął pod wpływem namiętności pocałunku i cicho jęknął.
Ten dźwięk doprowadził go do szału. Z trudem się od niego oderwał, a potem z jeszcze większym trudem spojrzał na blondyna żeby zbadać jego reakcje.
Był w takim szoku, że widocznie nie był w stanie mówić.

MATKO JEST ŹLE.
BARDZO.
To się nie działo naprawdę…
To nie moja wina! To te jego oczy! Jezuuu! Kiedyś mu je wydłubie!
Fuuuck! Co teraz!?
Mogłem jednak dziś nie wstawać! Za jakie grzechy?!  
Jestem pierdolonym pedałem, fetyszystą, zbokiem i nie wiem czym jeszcze, ale właśnie to udowodniłem.
Cała ta rozkmina trwała zaledwie kilka sekund. Przez głowę przelatywały mu setki myśli, jedne mniej, inne bardziej sensowne…


   - Sorry coś mi się pomyliło… zdecydowanie muszę iść spać - wydukał.
Złapał Emila z kurtkę, po czym otworzył drzwi i brutalnie wypchnął na zewnątrz. Następnie zamknął je na klucz i zgasił światło w przedpokoju.
Opadł na podłogę.
Uratowany! Już nigdy nie wyjdę z domu!


    - Ksawery?! - zawołał blondyn pukając do drzwi.
Fuck! Idź sobie! Błagam idź!
Poszedł.


Co ja mam teraz zrobić?!?!????
Samobójstwo, lub ucieczka za granice wydawały się mu jak najbardziej na miejscu.
Skulił się i ukrył twarz w kolanach.
To koniec mojego beztroskiego życia.

Miał takie miękkie usta...



***
Od Autora:
Nie wierze że dziś to napisałam :O miałam zamiar tylko zacząć i poszłoo xD Następny rozdział będzie (mam nadzieję) prawdopodobnie jutro o podobnej porze (o tych godzinach mam największą wenę i fajnie się pisze... potem rano nie pamiętam i sama muszę przeczytać :D)
Mam nadzieję że się podobało choć trochę :3 Pozdrawiam i proszę o komentarze ~!